Jesteś tutaj
Główna > #Handball > Osłabiony MKS przegrywa pierwszy mecz

Osłabiony MKS przegrywa pierwszy mecz

Podopieczni Rafała Białego rozegrali świetne zawody, zwłaszcza po przerwie, skrzętnie wykorzystując brak Szpery i w odpowiednim momencie wprowadzając Gawrysia będącego dziś w lepszej formie od Antona Terechowa. Goście wygrali 29:26.

Przed spotkaniem trudno było w obiektywny sposób ocenić potencjał obu drużyn. Pogoń teoretycznie przegrała 2 pierwsze mecze, na inaugurację sezonu zagrali jednak z brązowym medalistą ostatniego sezonu PGNiG Superligi, Gwardią Opole a w zeszły weekend postawili (zwłaszcza do przerwy) trudne warunki PGE Vive Kielce. MKS z kolei wygrał 2 pierwsze spotkania, ale po pierwsze mierzył się z zespołami będącymi w jego zasięgu, po drugie za każdym razem wygrywał dopiero po nerwowej końcówce. Dzisiaj, tak jak w Mielcu, miało zabraknąć tego, który w takich momentach często brał ciężar na swoje barki – Marka Szpery. W Kaliszu przygotowywali się na ciężką przeprawę, a brak Marka tylko pogłębił to wrażenie.

Mecz rozpoczął się nieźle dla gospodarzy. Wynik otworzył Maciej Pilitowski, a pierwszą okazję Pogoni wybronił Mikołaj Krekora. MKS wyszedł na prowadzenie 3:1 i przez 15 minut pierwszej połowy spokojnie prowadził
z Pogonią. W tym fragmencie mogliśmy oglądać efektowne podania Macieja Pilitowskiego wykańczane m.in. przez Dzianisa Krytskiego, za zdobywanie bramek odpowiadali Kirył Kniazeu, Krzysztof Misiejuk i Mykola Maliarewicz wykańczający dwa kontrataki. Te akcje i rozluźnienie obrony szczecinian doprowadziło nawet do najwyższego prowadzenia MKS-u w całym meczu, 8:4. Pod koniec pierwszej połowy goście zaczynali łapać rytm, ale choćby wyrównania przed przerwą nie udało się wyrwać z rąk gospodarzy, pierwsze pół godziny kończyliśmy z wynikiem 15:14.

Mówi się, że w czasie przerwy czas jaki można spędzić z zawodnikami na konkretnej rozmowie jest zbyt krótki, żeby przekazać jakieś bardziej skomplikowane założenia taktyczne i przecenia się jej ważność. Wszyscy zgadzający się z tymi słowami powinni porozmawiać z trenerem Rafałem Białym. Może nie przeprowadził w czasie przerwy w Kaliszu rewolucji, ale też nie było to potrzebne. Wystarczyły małe usprawnienia i większa koncentracja. Początek drugiej połowy jeszcze przebiegał pod dyktando kaliszan, prowadzenie stracili dopiero w okolicach 45 minuty, przy stanie 18:20. W tym momencie goście mocno zacieśnili szyki w obronie i zaczęli grać dużo akcji przez świetnie dysponowanego od początku tego sezonu Dmytro Horyhę, zdecydowanego lidera Pogoni w pierwszych trzech meczach. W tym momencie każda bramka musiała zostać wyszarpana przez gospodarzy. MKS zaczął mieć problemy w rozegraniu, gdzie brakowało Szpery a grać na jego pozycji musieli inni zawodnicy. Słowa
z transparentu zawieszonego na Hali Arena przez kibiców „Marek Szpera, nie ma na Ciebie killera” tylko podkreślają jak ważnym jest zawodnikiem. Dodatkowo bramkarze, Mikołaj Krekora i Łukasz Zakreta poza pojedynczymi interwencjami nie mogli znaleźć odpowiedniego rytmu. Trener postanowił po raz 2 (po Mielcu) w dłuższym fragmencie sprawdzić 19-letniego Caspra Liljestranda. Okazało się to bardzo dobrą decyzją, młody bramkarz już w jednej z pierwszych akcji obronił strzał z 6 metra Arkadiusza Bosego. Gra przez jakieś 10 minut toczyła się z przewagą maksymalnie jednej bramki, ale Kalisz w grze utrzymywał raczej kolejnymi świetnymi interwencjami Liljestrand niż fajerwerki w grze ofensywnej. Po kolejnej wybronionej przez młodego Szweda akcji, przy stanie 26:26 mogliśmy oglądać moment, który okazał się kluczowy dla końcówki spotkania. Przy oddawaniu rzutu faulowany w polu był Kirył Kniazeu (wcześniej po niecelnym karnym Michała Dreja, przejął od niego obowiązek wykonywania siódemek i trafił 2 razy), upadł nieszczęśliwie na rękę i chyba z tego powodu karnego ponownie wykonał Drej. Jego rzut został wybroniony przez świetnie prezentującego się (zwłaszcza w końcówce) Mateusza Gawrysia. Ostatnie 2,5 minuty to konsekwencja po obu stronach parkietu ze strony Pogoni i nieco chaotyczne próby złapania kontaktu z uciekającym przeciwnikiem ze strony MKS-u. Bez lidera drugiej linii nie mogli przełamać obrony szczecinian, którzy wraz z końcową syreną rozlegającą się po Hali Arena wpadli w euforię, świętując przełamanie złej passy z początku sezonu.

Energa MKS Kalisz – Sandra Spa Pogoń Szczecin 26:29 (15:14)

Energa MKS: Krekora, Zakreta, Liljestrand – Kniaziew 6, Maliarewicz 4, Misiejuk 4, M. Pilitowski 3, Gąsiorek 2, Klopsteg 2, Krycki 2, Bożek 1, Drej 1, Kamyszek 1, Galewski, K. Pilitowski.
Kary: 6. min. Rzuty karne: 2/4.

Pogoń: Terechow, Gawryś – Horiha 6, Krysiak 5, Krupa 4, Biernacki 3, Fedeńczak 3, Rybski 3, Zaremba 2, Bosy 1, Matuszak 1, Wąsowski 1, Jedziniak.
Kary: 4. min. Rzuty karne: 2/2.

Sędziowali: Krzyszfof Bąk i Kamil Ciesielski (Zielona Góra).
Widzów: 1800.

 

Top